poniedziałek, 1 listopada 2010

jak w świnoujściu dorobiłem się lima

ale po kolei. najpierw przyjechała do nas ciocia wika z soczi. ciocia zobaczyła warszawę, a potem zabraliśmy ją ze sobą do świnoujścia nocnym pociągiem. podróż bardzo mi się podobała. jak nie spałem to uprzyjemniałem jazdę innym pasażerom naśladując pociąg (tuku-tuku).

w świnoujściu chodziliśmy na spacerki i odpoczywaliśmy. ale raz biegałem tak szybko po mieszkaniu, że w końcu nie wyrobiłem na zakręcie i nabiłem sobie limo pod okiem. płakałem tylko trochę, a teraz wyglądam jak niezły rozrabiaka.

w niedzielę wieczorem pojechaliśmy do goleniowa. jak zwykle było dużo ludzi i pies riko i było wesoło. a wszyscy żałowali mnie i mojego podbitego oczka.


mają tu też kaczki i łabędzie

karmimy

moje limko

proszę bardzo

na nabrzeżu

się gra

w duecie z dominiką

ćwiczę formę

ciocia wika

rodzinnie

lubię tego rika

1 komentarz: