niedziela, 27 lutego 2011
z wizytą u kurkowiaków
po drodze w góry postanowiliśmy się zatrzymać w krakowie u wuwu tomka i cioci kali, czyli młodych kurkowiaków. kupili oni nowy, ładny domek właśnie koło krakowa i wynieśli się ze stolicy, przez co widziałem ich dopiero drugi raz. nie wiedzieliśmy co im kupić na ten nowy domek, ale się okazało, że dobraliśmy do koloru i prezent się chyba spodobał. tak czy siak, nie dość, że fajnie się było spotkać, to przyjechali rodzice wuwu tomka i cioci gosi i ich babcia, która zrobiła bardzo dobre racuchy o śmiesznych kształtach, które jadłem jak mama nie widziała i zjadłem ich całkiem dużo. czas szybko zleciał, a potem zaraz trzeba było jechać dalej. mamy obiecane spotkanie w maju, nie mogę się już doczekać.
z wuwu fredkiem
ciocia gosia dużo mi czytała w końcu jest humanistką (mama mi powiedziała)
obiadek prawdziwie rodzinny, ciocia celina, wuwu fredek, mały ja, ciocia gosia, ciocia kala, wuwu tomek i babcia jasia, nie widać tylko mamy i babci tani
fajne mają krzesła w tym nowym domku
jak trzeba było iść, to udawałem, że śpię, ale nikt się nie nabrał
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz