niedziela, 13 lutego 2011

kopernikowe atrakcje (i wcale nie chodzi o pierniki)

tydzień minął nam jak zwykle. tata do pracy, mama załatwiała milion spraw budowlanych, a ja spędzałem miło czas z babcią mają. w międzyczasie odwiedziliśmy ciocię martę i wuwu szymona. nie umiem jeszcze dobrze wymawiać ich imion, ale mimo to poczęstowali nas bardzo dobrym jedzonkiem.

za to w niedzielę była gratka. wybraliśmy się do centrum nauki kopernik. o, rany. czego tam nie mają. najpierw byłem pierwszy raz w życiu w prawdziwym teatrze. a to nie był zwykły teatr tylko teatr robotowy. i tak mi się te roboty podobały, że całą sztukę powtarzałem ro-bot, ro-bot. a ponieważ na scenie były roboty trzy – to pokazywałem, że umiem też liczyć: i wołałem: raz, raz, raz. potem byliśmy w krainie maluchów (bzzz) i tam najbardziej mi się podobały zabawy z wodą. a dalej to już same atrakcje: trzęsienie ziemi, tornado, łoże fakira, latający dywan, bańki mydlane i inne. muszę tam niedługo wrócić, bo jeszcze nie wszystko zdążyłem obejrzeć i dotknąć.

u cioci i wuwu wesoło jest

czytam sobie poważne magazyny dla mężczyzn

kontrola na budowie

chyba muszę trochę tu posprzątać

u kopernika była też tosia z rodzicami

buduję drzewko

woda – mój żywioł

testujemy samochód z drewnianymi kołami

moja ulubiona atrakcja – kulki co latają jak w lottomacie

mama robi wielką banię mydlaną

sprawdzamy refleks

łoże fakira

i skupiony fakir we własnej osobie

po takich atrakcjach czas na drzemkę z babcią

1 komentarz: