cały tydzień zleciał nam tak szybko, że aż nie zdążyliśmy zrobić żadnego zdjęcia. no, ale nadrobiliśmy w weekend. ostatnio najczęściej jeździmy na północ i tym razem było tak samo. ja sobie smacznie spałem, a w środku nocy dotarliśmy na kaszuby, na działkę w lizakach. nie, nie, jeśli myślicie, że była to kraina słodkich lizaków do lizania, tak jak ja myślałem, to się mylicie. ale i tak było bardzo fajowo. rano okazało się, że do lizaków na weekend zjechała cała ferajna z trójmiasta. na dzień dobry spotkałem żabka i jego rodziców, a potem poznałem się z olą, ewcią, stasiem, grzesiem i innymi. a dorosłych, namiotów na działce i samochodów przed działką to nawet nie zliczę.
pogoda nie była bardzo zachęcająca, ale na szczęście udało się: wykąpać w jeziorku, pospacerować po lesie, pogadać ze znajomymi, pośpiewać, zjeść kiełbaskę z grilla, urządzić manewry nocne, uciec przed deszczem, pojeżdzić na zjeżdzalni, pohuśtać się, pomarudzić na rosnące zęby, iść do starego, maleńkiego kościoła, jechać na pizzę, spać w namiocie i co tam jeszcze. i to wszystko w dwa dni! ja to lubię te nasze atrakcje!
w niedzielę odwiedziliśmy też skoszewo i tamtejsze jeziorko, o którym już pisałem we wrześniu, ale było za zimno na kąpanie. a po południu wyszło słońce i aż żal było wyjeżdzać. kto wie, może jeszcze kiedyś pojedziemy do lizaków?

znów nad jeziorkiem

plecki całe w trawie

przybijamy piąteczkę

ewcia, nie bój się – złapię cię

teraz ja!

wieczorową porą

w skoszewie u wujka grzesia i kota

jeziorko skoszewskie właśnie

zdziwienie

buszujący w podszyciu

odpoczynek na werandzie

forsujemy bramę z olą

od lewej: ciocia mary z komórką, mama ze mną, wujo z żabkiem, staś sam, ola z mamą, wujek michał
Fajnie było, a my ciągle mamy opóźnienie nawet do Lizaków jeszcze nie dobiliśmy :(
OdpowiedzUsuń