i jakby ktoś pytał, czy mnie obrudziły, to nie, udało się bez ptasich pamiątek na kurtce
piątek, 4 marca 2011
na rynku w krakowie
po drodze z gór zajechaliśmy jeszcze do krakowa, już raz tam byłem, ale oczywiście byłem mały i nie pamiętałem. no więc byliśmy na rynku i w tych sukienkach, na rynku interesowało mnie tylko jedno - gołębie. mama z babcią chciały się napić kawy, ale musiałem biegać z gołębiami, minuty mijały, potem kwadranse, po godzinie zabaw z gołębiami mama straciła cierpliwość, wzięła mnie na plecy i zaniosła do kawiarni. tam nie było gołębi, ale na szczęście była klomba z kamieniami, więc było całkiem fajnie. no, ale jak wracałem to trzeba było przejść przez rynek, więc oczywiście sprawa gołębi powróciła. czas naglił, a ja wcale nie chciałem iść do samochodu. no i skończyło się awanturą na cały rynek. na szczęście rynek był duży, a ja aż tak głośno nie umiem płakać, i nie wszyscy słyszeli. hi hi.
na dzień dobry sukienniki, a potem już tylko gołą (gołębie)...







i jakby ktoś pytał, czy mnie obrudziły, to nie, udało się bez ptasich pamiątek na kurtce
i jakby ktoś pytał, czy mnie obrudziły, to nie, udało się bez ptasich pamiątek na kurtce
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

no właśnie dokładnie o to miałam zapytać :>,, fajne foty z ptaszorami.
OdpowiedzUsuń