w sobotę tata pojechał jeździć jakimiś wyścigówkami, a ja jak zwykle okazałem się za mały na takie atrakcje. no nic, mam obiecane, że też kiedyś pojeżdżę. no więc nie było tego taty prawie pół dnia, więc mieliśmy z mamą dużo czasu dla siebie. za to po południu odwiedziliśmy wszyscy razem wujka wojtka, co teraz dużo podróżuje po świecie i jedliśmy dobre jedzonko tajskie.
po wizycie zasnąłem grzecznie w samochodzie, a jak się obudziłem byliśmy w mrozach u dziadka marka i babci mai. no i oczywiście u pieska munia. fajnie było, a ja ciągle chciałem bawić się z muniem.
a na koniec zostawiliśmy sobie najważniejsze: spotkanie z naszym najmłodszym członkiem rodziny – michasiem, czyli braciszkiem mikołaja. michaś był bardzo gościnny, ale głównie spał, a jak nie spał to siedział u mamy i zajadał mleczko.
cześć ciocia!
szalejemy

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz