niedziela, 24 października 2010

się działo

w czwartek przyjechała do mnie ciocia ola. później się okazało, że nie tylko do mnie przyjechała, ale miała też do załatwienia parę spraw na mieście. w każdym razie w piątek zostaliśmy sami na cały dzień, a babcia maja miała wolne. pokazałem cioci moje kaczki w parku i inne stałe punkty mojego programu dnia.

w sobotę tata pojechał jeździć jakimiś wyścigówkami, a ja jak zwykle okazałem się za mały na takie atrakcje. no nic, mam obiecane, że też kiedyś pojeżdżę. no więc nie było tego taty prawie pół dnia, więc mieliśmy z mamą dużo czasu dla siebie. za to po południu odwiedziliśmy wszyscy razem wujka wojtka, co teraz dużo podróżuje po świecie i jedliśmy dobre jedzonko tajskie.

po wizycie zasnąłem grzecznie w samochodzie, a jak się obudziłem byliśmy w mrozach u dziadka marka i babci mai. no i oczywiście u pieska munia. fajnie było, a ja ciągle chciałem bawić się z muniem.

a na koniec zostawiliśmy sobie najważniejsze: spotkanie z naszym najmłodszym członkiem rodziny – michasiem, czyli braciszkiem mikołaja. michaś był bardzo gościnny, ale głównie spał, a jak nie spał to siedział u mamy i zajadał mleczko.

czy łopatką też można zapalić światło?


cześć ciocia!

nie odjeżdżaj!

jem sam na dwie łyżki

u dziadków i munia





zabawkolandia mikołaja


szalejemy

hopsa

a kto tak ładnie rysuje?

witamy michasia!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz