środa, 12 grudnia 2012

grudniowe chorowanie

mama jak słyszy o chorowaniu to sama od razu wygląd jak chora, więc jak wojtuś przyniósł do domu gorączkę, katar, kaszel i zapalenie spojówek, wszystko w jednym, to rodzice mieli niewesołe miny. oczywiście wojtuś jak to wojtuś sprzedał wszystko najpierw mi, a potem razem sprzedaliśmy mamie. tyle, że mama chodziła do pracy, nawet z tym zapaleniem spojówek. a my siedzieliśmy w domu, smarkaliśmy, trochę marudziliśmy i trochę się nudziliśmy. pani ewci pomogła jednego dnia mama, jednego dnia tata, jednego dnia babcia maja… i tak się jakoś dociągnął tydzień, po czym wojtuś wyzdrowiał, a ja nie. robili mi badania krwi, kiedy to w centrum zdrowia dziecka, trzy pielęgniarki chciały mnie wykończyć na łóżku operacyjnym, wbijały igłę i próbowały upuścić mi 3 probówy krwi, po dłuższej walce i przy namowie płaczącej mamy i smutnego taty, dałem sobie pobrać krew. wykluczono straszne choroby, o które podejrzewała pani doktor, która mnie na badania wysłała, ale za to stwierdzili, że nie dam rady sam i dostałem do pomocy antybiotyk… cóż było robić, już drugi w moim krótkim życiu. przypomnę tylko, że wojtuś nadal nie brał.
pod koniec tygodnia wojtuś był już zdrów, ale pani doktor powiedziała, że jak pójdzie do przedszkola to na pewno coś nowego przyniesie, bo tam wszyscy chorzy, tak więc poszedł tylko na jasełka, gdzie był aniołem i pięknie śpiewał kolędy, szkoda, że tego nie widziałem, oglądałem tylko filmik.


na placyku dwa bracisze


uwielbiamy książki

bartuś maluje domek

nasz domek uratował nam życie w czasie zasmarkanych dni


a tak też można


 nasz anioł

 anioł dokazuje

 skrzydła ma

 anielska grupa kangurków i zajączków 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz