piątek, 31 sierpnia 2012

tramwaj konny bez konia i wielkie zmiany bartusiowe

o tym, że w mrozach jest tramwaj konny dziadek i babcia mówili nam już dawno. ale jakoś nie mogliśmy się zebrać, żeby trafić z wizytą akurat wtedy jak będzie jeździł. w końcu nam się udało. znaczy się: myśleliśmy, że nam się udało, bo na miejscu okazało się, że pan od konia powiedział komuś, że przyjedzie, ale w końcu nie dotarł. był przez chwilę pomysł, żeby tata pociągnął tramwaj, ale hamulec nie pozwolił i skończyło się tylko na oglądaniu. za to potem poszliśmy na nowy deptak mrozowski z fontanną i nowy placyk zabaw.   

w weekend odwiedził nas z kolei ernest z rodzicami. ernest ma imię po panu shackleton’ie podróżniku, co lubił zimowe klimaty, więc pewnie sam też będzie dużo jeździł po świecie.

a u mnie wielkie zmiany. mama wraca niedługo do pracy, więc od dwóch tygodni przychodzi do mnie na kilka godzin dziennie pani ewcia. nie wiem zupełnie o co tu chodzi. panią ewcię lubię, ale tak się przyzwyczaiłem do tej mamy, że jak jej nie ma to mi się tylko płakać chce i najchętniej spędzam czas pod drzwiami z moim psem chiuauą (żeby nie było to też mam swojego ukochanego psa, jak wojtuś). apetyt mam też mizerny i w ogóle mi smutno. no, ale podobno tak już w życiu jest, więc będę się musiał przyzwyczaić.

gdzie jest konik?

fontanna mrozowska

nieśmiałe ślizganie

sobie już stoję bez trzymanki

a to już jedno z moich ulubionych zajęć domowych: grzebanie w szufladzie u rodziców

a to ernest właśnie

w naszym lesie jest fajnie

ernest polubił też naszą trawę

a to nasz nowy kolega – antoś k. na razie odwiedziła go tylko mama, bo my jesteśmy za bardzo zarazkowi

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz