niedziela, 5 sierpnia 2012

na mazury!

w sobotę rano spakowaliśmy się do samochodu i ruszyliśmy nad jezioro babant, nad którym byliśmy z rodzicami dwa lata temu. trochę się w lesie nad jeziorem zmieniło od tamtego czasu. powycinali dużo drzew i wygląda jakby chcieli tam budować autostradę. na szczęście nad samym jeziorem bez zmian. woda czysta, drzewa szumią, pełno namiotów i dużo ludzi, których już tu spotkaliśmy.

pomoczyliśmy się trochę w wodzie, a potem wybraliśmy się na wycieczkę. jak już zasnęliśmy to tata pomylił drogę w tym lesie i jak cofał to z niej zjechał i nie mógł wyjechać. samochód zakopał się w piasku, koła się kręciły w miejscu, mama latała zła dookoła samochodu, a tata pod samochodem próbował rękami odkopać piasek. nic to nie dało, więc tata poleciał po panów z kempingu, którzy przyjechali samochodem z hakiem i nas wyciągnęli.

w szczytnie trafiliśmy na święto mazurskiego kartoflaka, czyli takiej zupy z ziemniaków, boczku, cebuli i jajek. zupę dla wszystkich gotowali w takim wielkim garze na ognisku. przy okazji był jarmark i koncert zespołu z podhala.

noc w namiocie przespaliśmy wzorowo. po śniadaniu pokręciliśmy się jeszcze po okolicy, a w południe wprawiliśmy wszystkich w zdziwienie wyjeżdżając znad jeziora po jednym dniu pobytu. bo przecież stali bywalcy spędzają tam całe wakacje. no cóź, obiecaliśmy przyjechać znowu za rok.

woda nie była za ciepła

ale kąpanie było obowiązkowe
na festynie

kartoflak mazurski w wielkim garze, a obok pan kucharz

słońce zachodzi

bartusiowi się podoba

mi też

mały kierowca

bartuś uczy się chodzić

i latać
nasz domek turystyczny
uwolnić orkę
bartuś nie chciał wychodzić w wody

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz