sobota, 24 grudnia 2011

wigilia w mrozach

do ostatniej chwili nie wiedzieliśmy, czy na wigilię pojedziemy. mama miała schowany w szafie barszcz w kartonie i sałatkę co ją mama robiła na wigilię, który mieliśmy zjeść jakby co, no i mieliśmy choinkę, no i siebie mieliśmy. czekaliśmy aż do czternastej, żeby przyjechała pani doktor i powiedziała, czy możemy jechać, czy bartuś już zdrowy i nie ma zapalenia płuc. na szczęście pani doktor jak już przyjechała, to powiedziała, że bartuś zupełnie zdrowy i możemy jechać. no więc ponieważ, żeby nie zapeszać byliśmy nie spakowani i nieprzygotowani, to mieliśmy 2 godziny, żeby spakować się na wyjazd do mrozów i wyjazd do goleniowa. ale się udało!
w wigilię było świetnie, były prezenty pod choinką, co je przyniósł święty mikołaj, jak nas nie było (to tak samo jak w domu, też tak przyniósł, że go nie widziałem). no i był mikołaj nie święty, tylko nasz kuzyn i michałek, który już całkiem szybko biega.

zaraz po wigilii pojechaliśmy samochodem do domu, przepakowaliśmy walizki i zmieniliśmy samochód i pojechaliśmy na pociąg do goleniowa, ale o tym następny wpis.
a barszcz w kartonie został w szafie. na szczęście.

niby śniegu nie ma,ale karmik mamy

przygotowujemy się na przyjście świętego mikołaja

bartuś dostał prezent

ja też dostałem

a to już opłatek na wigilii, mniam mniam

michałek

michałek też dostał prezent

a ja kolejne prezenty

i bartuś też, aż tata mało smoczka nie połknął

każdy coś dostał

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz