no właśnie, nie zawsze śnieg oznacza zimę, choć mama musiała
mi to długo tłumaczyć. a śnieg spadł u nas w październiku, co oczywiście było
dla nas znakiem, żeby wyruszyć na sanki, choćby po naszym ogródku.
potem nadeszło święto zmarłych i pojechaliśmy jak co roku do
goleniowa, tam byli wszyscy i było wesoło, chociaż to święto nie powinno być
wesołe, ale mama je nasza lubi, bo kolejna okazja do spotkania, my z resztą też
je lubimy, bo na cmentarzu jest wtedy bardzo ładnie, szczególnie jak nie pada
deszcz. kiedyś mama opowiadała, że jak ona była taka mała jak my, to też bardzo
lubiła to święto, bo można było palić znicze i wsadzało się paluchy do wosku i
obtaczało te paluchy w tym wosku, aż czasami się człowiek poparzyć mógł, no i z
wosku można było lepić kule i inne takie. ale teraz są już nowoczesne znicze i
tak się nie robi, a szkoda.
a potem pojechaliśmy do świnoujścia, ja z babcią i z mamą
pociągiem, czyli tak jak lubię najbardziej, a dziadek ryś z bartusiem i z tatą
autem. u babci i dziadka jak zawsze poszliśmy karmić łabędzie nad kanał i na
plażę, chociaż było ziiiimmmno i się już ściemniało, no i robiliśmy sok z
jabłek, ja z dziadkiem musieliśmy odwalić całą robotę, a do picia to była
kolejka.
nowoczesne znicze i nowoczesne zapałki
a tu część rodzinki, na grobie u praprababci jadzi, prapradziadka aleksandra i prawujka janka
piękna jesień
bartuś z glutem pod nosem i smarowidłem
na peronie z babcią tanią
przysnąłem jak zawsze
robienie soku
bartuduś z dziadkiem
nasze morze
bartuduś zobaczył prom
łabędzie też lubią chleb

My też paluchy w zniczach moczyliśmy i robiliśmy kapturki z wosku :-) To były czasy...
OdpowiedzUsuńMy tez uwielbialismy 1 listopada! Obtaczanie w wosku obowiazkowo, paluchy, patyki, szyszki. i jeszcze wrzucanie kamieni do takiej studzienki obok grobow :).
OdpowiedzUsuńWidze ze macie przeyspieszenie nadrabiania zaleglosci :).
Buziaki
zobaczymy na ile nam starczy zapału :)
OdpowiedzUsuńTrzymamy kciuki za zapał (dziwna zbieżność zapał i zapałki) :)
OdpowiedzUsuń