w czechach nas jeszcze nie widzieli. ani mnie ani bartusia ma się rozumieć. no więc namówiliśmy tatę, żeby znalazł jakiś nocleg i pojechaliśmy z babcią i dziadkiem. zamieszkaliśmy w małym domku przy polance, u podnóża gór i zażywaliśmy ciszy i spokoju wsi czeskiej. a w międzyczasie skoczyliśmy na wycieczki do starej kopalni w ostrawie, na wieżę do stramberka, czy na basen z rurami.
nastąpił też pewien przełom w zwyczajach bartoniego. najpierw dał się posadzić na trawce pod naszym domkiem, potem zaczął ją rwać, później razem z kwiatkami próbował sprawdzić jak smakuje, a w końcu poszedł na całość i rozciągnął się na brzuchu i zapomniał, że jeszcze parę dni temu trawa go parzyła, hi hi.
na przodku
głośne maszyny tam mieli
fajni górnicy czescy
nowy środek transportu bartonika
odpoczynek
ryneczek w stramberku
a na ryneczku my
się pływa
bartonik z dziadkiem
na początku nieśmiało
potem coraz lepiej
i na całego!

Fajny mieliście wyjazd!
OdpowiedzUsuńWidzę że Bartolini dogadałby sie z Olafem, ktory tez uwielbia zjadac stokrotki :0.
ps. taga macie do Portugalii